Moja siostra-śmierć
13:30,17 kwiecień 2007
.. Komentowano 2 razy
.. Link
Moja siostra.Ona tu jest.
Ona jest coraz bliżej.
Wchodzi do domu i zamyka drzwi.
Idzie po schodach.
Słyszę jej kroki.
Ona jest już blisko, a ja umieram ze strachu.
Chowam się, choć wiem, że ona...
Że ona mnie wszędzie znajdzie...
Gdziekolwiek się nie schowam.
Zawsze mnie znajdzie.
Jest już blisko.
Wyglądam przez okno.
Skoczyć? Nie wiem.
Skoczyć? Nie! Czekam na nią!
Niech sama po mnie przyjdzie!
Ona już tu jest...
Wchodzi do mijego pokoju.
Kładę się na łóżku.
Ona mnie dopada.
To już koniec.
Koniec tego, co było.
Koniec tego, co kochałam.
Dopadła mnie.
Umieram...
Moja siostra to śmierć!
Wesołych Świąt
18:14, 7 kwiecień 2007
.. Komentowano 1 razy
.. Link
Wielkanocną radość
ślę dla Was dziś,
którą śpiewa każdy ptak i kwiat, i liść
którą wiosna niesie dla każdego z nas
z cudem Zmartwychwstania w ten niezwykły czas .
Wielkanocne szczęście ślę w piosence Ci,
niechaj rozpromieni Twe troski i łzy,
niechaj w twe serce Wielkanocna pieśń
wniesie wielką radość i nadziei treść.
Wielkanocne święta niechaj w domu waszym
rozgoszczą się Zmartwychwstania blaskiem i
spokojem,
niech się wszystkie serca miłością podzielą,
Wielkanocną pieśnią, cudem i nadzieją
ślę dla Was dziś,
którą śpiewa każdy ptak i kwiat, i liść
którą wiosna niesie dla każdego z nas
z cudem Zmartwychwstania w ten niezwykły czas .
Wielkanocne szczęście ślę w piosence Ci,
niechaj rozpromieni Twe troski i łzy,
niechaj w twe serce Wielkanocna pieśń
wniesie wielką radość i nadziei treść.
Wielkanocne święta niechaj w domu waszym
rozgoszczą się Zmartwychwstania blaskiem i
spokojem,
niech się wszystkie serca miłością podzielą,
Wielkanocną pieśnią, cudem i nadzieją
Moja druga strona lustra
13:07, 2 kwiecień 2007
.. Komentowano 1 razy
.. Link
Gdy byłam nastolatką - jeszcze przed pierwszą kobietą - jeździłam do babci, która miała w domu wielkie lustro zawsze chciałam spać w tym pokoju...
W nocy cicho wstawałam by naga tulić się do tamtej w lustrze... Długo tuliłam ciało do ciała nim poczułam jej ciepło poprzez zimne szkło. Marzyłam, by wejść w lustro i tak ostrożnie dotykać moim ciałem jej ciała, tak znanego i tak nowego i szłam do łóżka dłońmi śnić o Alicji po drugiej stronie lustra.
W nocy cicho wstawałam by naga tulić się do tamtej w lustrze... Długo tuliłam ciało do ciała nim poczułam jej ciepło poprzez zimne szkło. Marzyłam, by wejść w lustro i tak ostrożnie dotykać moim ciałem jej ciała, tak znanego i tak nowego i szłam do łóżka dłońmi śnić o Alicji po drugiej stronie lustra.
Im większe w człowieku wewnętrzne rozbicie, poczucie własnej słabości, niepewności i lęk, tym większa tęsknota za czymś, co go z powrotem scali, da pewność i wiarę w siebie.
Zdrada
01:43,29 marzec 2007
.. Komentowano 1 razy
.. Link
Niewinny skok w bok to koniec związku? Czy zdrada wciąż boli, czy w dzisiejszych, liberalnych czasach przestała być czymś złym, a stała się jedynie niewinnym flirtem urozmaicającym stały związek? Zdradzamy, bo nie kochamy, czy dlatego, ze czegoś nam w związku brak?
Najważniejsze pytanie brzmi jednak – czym tak naprawdę jest zdrada? Czy to kontakt fizyczny z osobą, która nie jest naszym stałym partnerem, czy może samo myślenie o kimś innym jest już zdradą? Czy zdrada to tylko seks… A może zdrada w ogóle nie istnieje, przecież mamy wolny wybór, jesteśmy wszak homo sapiens – myślimy i nasze decyzje są wyłącznie nasze, nikomu nic do tego. Wolna amerykanka, czy może jednak stały, oparty na wierności i zaufaniu związek ma dla nas sens?
Większość (ponad 50%) nie przyznaje się do zdrady, jednak są i takie, które zdradziły, a aż (a może tylko? ) 10% zdradza „od czasu do czasu” i nie widzi w tym niczego złego. 5% mówi, że zdrada umocniła ich związek!
Znak czasów, winić mamy emancypację, czy tacy po prostu jesteśmy, że nie każdemu odpowiada monogamia. A więc nuda? Czy może niemożność pokochania kogoś tak mocno, że zdrada przestaje mieć sens. Może zdradzamy, bo obce jest nam uczucie prawdziwej miłości? „ Jeżeli nie ma nikogo, kogo darzysz miłością, jest możliwe, że twoje serce uschło. Miłość przynosi szczęście nam i osobom, które kochamy” A więc być może zdrada oznacza, że mamy suche serca.
Większość (ponad 50%) nie przyznaje się do zdrady, jednak są i takie, które zdradziły, a aż (a może tylko? ) 10% zdradza „od czasu do czasu” i nie widzi w tym niczego złego. 5% mówi, że zdrada umocniła ich związek!
Znak czasów, winić mamy emancypację, czy tacy po prostu jesteśmy, że nie każdemu odpowiada monogamia. A więc nuda? Czy może niemożność pokochania kogoś tak mocno, że zdrada przestaje mieć sens. Może zdradzamy, bo obce jest nam uczucie prawdziwej miłości? „ Jeżeli nie ma nikogo, kogo darzysz miłością, jest możliwe, że twoje serce uschło. Miłość przynosi szczęście nam i osobom, które kochamy” A więc być może zdrada oznacza, że mamy suche serca.
Miłość jest trudna, zdrada – łatwa. Przelotny seks na imprezie, związek pozamałżeński, nie tak trudno tego dokonać. Stały związek wymaga pracy i oddania, nie każdego na to stać. Zdradzamy, bo chcemy poznać, jak to jest z kimś innym, bo nie czujemy się szczęśliwe w naszym stałym związku, czasami pod wpływem chwili i emocji…. Zawsze jednak zdrada pozostawia w naszej duszy ślad, którego zmyć się nie da. Zdradzając naruszamy pewien głęboko zakorzeniony w nas porządek, ład. Podświadomie czujemy, że zdrada jest zła.
Zdradzając ranimy nie tylko partnera, ale także siebie. Dajemy dowód naszej słabości, albo słabości naszego związku.
Jeśli zdradziłyśmy, to jest sygnał - jest coś nie tak z nami, lub z naszym związkiem. Być może partner nie daje nam tego, czego od niego oczekujemy, być może warto zastanowić się nad naszymi relacjami. A może nasze wspólne życie z mężczyzną, którego zdradziłyśmy dobiega końca? Kobieta, która przestaje czuć się potrzebna, kochana i atrakcyjna dla swojego męża próbuje szczęścia w ramionach innego. Wina zawsze leży gdzieś pośrodku, a przynajmniej nie jest jednoznacznie po jednej stronie. Zdarza się też zdrada w afekcie. „jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”. Wtedy związek jest prawie na pewno skazany na przegraną… jeśli zdradzamy, żeby coś udowodnić partnerowi, to znaczy, że nie tylko nie potrafimy się już z nim porozumieć inaczej, ale także, że miłość wygasła.
Zdradzając ranimy nie tylko partnera, ale także siebie. Dajemy dowód naszej słabości, albo słabości naszego związku.
Jeśli zdradziłyśmy, to jest sygnał - jest coś nie tak z nami, lub z naszym związkiem. Być może partner nie daje nam tego, czego od niego oczekujemy, być może warto zastanowić się nad naszymi relacjami. A może nasze wspólne życie z mężczyzną, którego zdradziłyśmy dobiega końca? Kobieta, która przestaje czuć się potrzebna, kochana i atrakcyjna dla swojego męża próbuje szczęścia w ramionach innego. Wina zawsze leży gdzieś pośrodku, a przynajmniej nie jest jednoznacznie po jednej stronie. Zdarza się też zdrada w afekcie. „jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”. Wtedy związek jest prawie na pewno skazany na przegraną… jeśli zdradzamy, żeby coś udowodnić partnerowi, to znaczy, że nie tylko nie potrafimy się już z nim porozumieć inaczej, ale także, że miłość wygasła.
Zdrada z ciekawości jest trudna, bo prawie zawsze niewybaczalna. Zdradzają w ten sposób najczęściej te osoby, które wiążą się na całe życie ze swoim pierwszym w życiu partnerem. Psychologowie ostrzegają, że taki związek ma małe szanse na przetrwanie, bo ktoś, kto nie zna życia, nie spróbował być z różnymi ludźmi nie wie, czego tak naprawdę chce, ale nie wie też, czego nie chce, co jest ważne w dojrzałym, wspólnym życiu.
Mężczyźni podobno zdradzają częściej. A może tylko częściej się do tego przyznają? Zdradzona kobieta czuje się podle i rzadko która potrafi wybaczyć i zapomnieć. Ból i rany pozostają. Czasami warto próbować walczyć o związek i wybaczyć, jednak w wielu przypadkach jest to niezwykle trudne i być może warto spróbować szczęścia gdzie indziej. Zdrada oznacza brak szacunku i zrozumienia dla drugiej osoby. Dla wielu (i kobiet i mężczyzn) jest to poniżające, szczególnie, gdy „wiedzieli wszyscy, tylko nie ja”. Mężczyźni zdradzają „po drinku”. Zdradzają bo się nudzą, albo seks w ich związku przestaje być dla nich satysfakcjonujący. Niewiele różni się ich zdrada od naszej. Może tym, że kobiety nie muszą udowadniać sobie swojej atrakcyjności poprzez zdobywanie coraz to nowych kochanków, a niektórzy mężczyźni, tak. Kobiety zdradzają też bardziej emocjonalnie. Kiedy dla mężczyzny posiadanie kochanki jest potrzebne tylko dla zaspokojenia swoich seksualnych potrzeb, to kobieta ma kogoś „na boku”, żeby ją przytulił, powiedział, ze jest piękna i kochana… Co dziwne jednak, to kobiety wybaczają łatwiej mimo swojego emocjonalnego podejścia do zdrady. Może jednak to wynika ze zbyt małej pewności siebie?
Gdy pojawi się w naszym związku zdrada, wszystko jedno, czy po naszej, czy po stronie partnera, warto zadać sobie pytanie o sens związku.
Jednak nie łudźmy się, ze o zdradzie można zapomnieć…. Można wybaczyć, ale pamiętać o niej będziemy zawsze
Mężczyźni podobno zdradzają częściej. A może tylko częściej się do tego przyznają? Zdradzona kobieta czuje się podle i rzadko która potrafi wybaczyć i zapomnieć. Ból i rany pozostają. Czasami warto próbować walczyć o związek i wybaczyć, jednak w wielu przypadkach jest to niezwykle trudne i być może warto spróbować szczęścia gdzie indziej. Zdrada oznacza brak szacunku i zrozumienia dla drugiej osoby. Dla wielu (i kobiet i mężczyzn) jest to poniżające, szczególnie, gdy „wiedzieli wszyscy, tylko nie ja”. Mężczyźni zdradzają „po drinku”. Zdradzają bo się nudzą, albo seks w ich związku przestaje być dla nich satysfakcjonujący. Niewiele różni się ich zdrada od naszej. Może tym, że kobiety nie muszą udowadniać sobie swojej atrakcyjności poprzez zdobywanie coraz to nowych kochanków, a niektórzy mężczyźni, tak. Kobiety zdradzają też bardziej emocjonalnie. Kiedy dla mężczyzny posiadanie kochanki jest potrzebne tylko dla zaspokojenia swoich seksualnych potrzeb, to kobieta ma kogoś „na boku”, żeby ją przytulił, powiedział, ze jest piękna i kochana… Co dziwne jednak, to kobiety wybaczają łatwiej mimo swojego emocjonalnego podejścia do zdrady. Może jednak to wynika ze zbyt małej pewności siebie?
Gdy pojawi się w naszym związku zdrada, wszystko jedno, czy po naszej, czy po stronie partnera, warto zadać sobie pytanie o sens związku.
Jednak nie łudźmy się, ze o zdradzie można zapomnieć…. Można wybaczyć, ale pamiętać o niej będziemy zawsze
...CIERPIE...
...
11:10,20 marzec 2007
.. Komentowano 2 razy
.. Link
Nie jestem sama tylko samotna....
W pewnym sensie każdy człowiek skazany jest na samotność, przynajmniej do jakiegoś stopnia. Mogę być otoczona tłumem przyjaciół, a jednak są we mnie sprawy, których nie rozumie absolutnie nikt. Nikt nie potrafi dotrzeć do rdzenia duszy drugiego człowieka. I każdy człowiek posiada w swej duszy pewne zakątki, pewne rezerwaty, których nie przekroczy nawet najbliższy przyjaciel. Po prostu nie rozumie wszystkich moich spraw, a i ja nie umiem wszystkich spraw wypowiedzieć i wyjaśnić.
Ostatni odcinek drogi do Boga nazywa się zawsze samotność.
MATKA
12:28,14 marzec 2007
.. Komentowano 3 razy
.. Link
Chyba nie muszę nikomu mówić jakie życie potrafi być podłe i jak za dobro odpłaca się złem...ja tego zła doświadczyłam i płace za swoje decyzje do dzisiaj i będę płaciła do końca życia... MATKA - powinna być kochająca, wyrozumiała, powinna być przyjacielem swojego dziecka i zawsze stanąć po jego stronie...to taka regułka, bo w to ma się nijak do rzeczywistości...mojej rzeczywistości.
Nigdy nie miałam dobrego kontaktu z moją matką, nigdy nie była dla mnie autorytetem i nigdy nie usłyszałam od Niej słowa KOCHAM CIĘ, czy jesteś dla mnie ważna :(
Byłam zawsze na drugim planie...moja siastra (młodsza o 5 lat) mogła wszystko... miała co chciała i robiła co chciała...wracała do domu kiedy chciała a ja o 20.00 miałam być w domu i nie było mowy o żadnym wyjściu gdziekolwiek. To było dla upokarzające, że Ona mając lat 16 - 17 lata po dyskotekach, imprezach, koleżankach a ja mając 21 lat mam zakaz wychodzenia z domu.
Jeśli wydarzyło się coś złego to oczywiście to była moja wina i ja za to obrywałam i to solidnie. Nie mogłam liczyć na moją matkę w żadnym okresie mojego życia i tak jest do dzisiaj...to ja jestem czarną owcą w rodzinie, którą jedynie się toleruje (bo nie wypada inaczej) kiedy przyjeżdżam... na szczęście nie jeżdże tam często...raz rok lub na pół...bo jakoś nie czuje się tam dobrze. Zresztą nikt nie chciałby się tak czuć...
Moja matka nigdy nie stanęła w mojej obronie, wręcz przeciwnie...oczerniała mnie w każdej możliwej sytuacji i gdzie tylko się dało - tak jakby sprawiało Jej to przyjemność.
Kiedyś powiedziała, że nie dostanę od Niej nic, bo nie zasłużyłam...wszystko należy się mojej siostrze...ja nic od Niej nie chce i nawet bym nie wzięła, ale wiecie jak to boli usłyszeć coś takiego od własnej matki?!
Kiedy wyprowadziłąm się z domu, bo miałam już dosyć upokorzeń nawet nie chciała ze mną rozmawiać przez telefon...rzucała najgorszymi wyzwiskami wprost z rynsztoka w moją stronę po czym rzucała słuchawką...
Całe życie byłam skazana tylko na siebie i na siebie mogłam liczyć...
I co mam powiedzieć jeśli ktoś mnie zapyta co zawdzięczam rodzicom?
Chyba tylko chorobę i stertę upokorzeń...
Kiedyś napisałam do matki list, w którym wyrzuciłam z siebie wszytko to co mnie bolało i wszytko to co mi w życiu złego zrobiła...dałam go do przeczytania mojej siostrze po czym Ona powiedziała żebym nie wysyłała matce tego bo Ona się może załamać...PRAWDA W OCZY KOLE?!
Nigdy tego listu nie wysłałam, choć ciągle go mam...i pewnie nigdy nie wyśle...nadal będę udawała że wszytko jest fajnie...
Spotykam się z mamą rzadko i wtedy wszyscy przyjmują uśmiech numer 7 spędzam tak kilkanaście godzin i wracam do siebie...400 km.
Zawsze to ja dzwonie pierwsza, zawsze pamiętam o jej urodzinach, imieninach...ale dla Niej to nie ma chyba znaczenia...Myślę że od dawna Ona już wybrała życie ze świadomością, że ma tylko jedną córkę - nie mnie.
Nie chce mi się już o tym pisać bo szlag mnie trafia.
22:40,13 marzec 2007
.. Komentowano 0 razy
.. Link
Dziś jest wtorek a ja juz bardzo zmeczona praca a gdzie tam do konca tygodnia....Trudno jakoś trzeba wytrzymać.Iwonka tez ma dziś jakiś dziwny humorek wiec lepiej sie nie wychylać :) i szybko uciekać spać:) .::MONIKA::.
Lubię chodzić nago...
21:17, 9 marzec 2007
.. Komentowano 0 razy
.. Link
Lubię chodzić nago. To mój naturalny stan. Ubranie postrzegam raczej jako przebranie. Tekstylny kameleonizm. Jest mi też niemal zupełnie obojętne kiedy pod moje pozbawione zasłonek okna podpełzają połyskliwe dowody ludzkiego podglądactwa, a owo "niemal zupełnie obojętne", to tak naprawdę świadomość prześlizgujących się po moim ciele głodnych, wyczekujących spojrzeń sprawiających, że nie czuję się tak bardzo sama. To dlatego pozwalam wielokolorowym tęczówkom zbliżyć się do mnie, pozwalam im wyczekiwać na mnie, szperać w kolejnych pokładach otaczającej mnie czasoprzestrzeni, jednocześnie zakazując wstępu do mojego życia Wielkiemu Tłamszącemu Zniewoleniu. Tak, lubię być sama i lubię chodzić nago. I nie lubię gdy z przestrachem zasuwasz zasłony. Nie lubię podtykanych mi bluzeczek, majteczek, staniczków. Dobrze - zgodzę się na bieliznę, ale za to będę w niej chodzić aż do momentu gdy umówione na godzinę spotkanie nie zmusi mnie zamianę atłasu skóry na coś bardziej stosownego, coś nie odstającego, coś pozornie mniej nagiego.
Lubię chodzić nago. To mój naturalny stan. Ubranie postrzegam raczej jako przebranie. Tekstylny kameleonizm. Jest mi też niemal zupełnie obojętne kiedy pod moje pozbawione zasłonek okna podpełzają połyskliwe dowody ludzkiego podglądactwa, a owo "niemal zupełnie obojętne", to tak naprawdę świadomość prześlizgujących się po moim ciele głodnych, wyczekujących spojrzeń sprawiających, że nie czuję się tak bardzo sama.
To dlatego pozwalam wielokolorowym tęczówkom zbliżyć się do mnie, pozwalam im wyczekiwać na mnie, szperać w kolejnych pokładach otaczającej mnie czasoprzestrzeni, jednocześnie zakazując wstępu do mojego życia Wielkiemu Tłamszącemu Zniewoleniu. Tak, lubię być sama i lubię chodzić nago. I nie lubię gdy z przestrachem zasuwasz zasłony. Nie lubię podtykanych mi bluzeczek, majteczek, staniczków. Dobrze - zgodzę się na bieliznę, ale za to będę w niej chodzić aż do momentu gdy umówione na godzinę spotkanie nie zmusi mnie zamianę atłasu skóry na coś bardziej stosownego, coś nie odstającego, coś pozornie mniej nagiego.
Dobrze, już nie musisz wodzić za mną tym lepiącym się od zgorszenia spojrzeniem. Zgoda, zgoda na bieliznę. Tylko niech będzie biała i lekka. Niech przylega dokładnie do skóry, niech nie tyle opływa moje ciało, co wpija się w nie. W piersi, biodra w uda. Niech obłapia, dotyka, obejmuje ciasno, zazdrośnie. Niech zniewala. Chcę jej ulec. Niech dyktuje mi każdy krok, niech wystawia na moje własne spojrzenia, niech wymaga. Niech domaga się noszenia siebie z tą niebezpiecznie dziecinną, podszytą zwierzęciem lekkością. Niedbałością idealnie wymierzoną w szczelinę pomiędzy przyzwoitością a frywolnością. Niech cię ta bielizna zawstydzi daleko bardziej niż okrywana przez nią nagość.
Odwracasz wzrok, gdy w zamyśleniu przesuwam dłoń po miseczce stanika, gdy ocieram się koronką fig o kant biurka. Biel zwabia sunące po mnie światłocienie, znacząc nimi ślady twoich ukradkowych, złodziejskich spojrzeń. Przyłapana wychodzisz. Przestrzeń mieszkania wypełnia szept otwieranej szafy. W twojej dłoni wieszaki ubrań. Manekiny przerzucone przez plastiki ramion. Jeszcze nie wiesz, że właśnie stajesz nad przepaścią Nie wiesz, że gdy sięgnę po podawaną mi koszulę i leniwym, niechętnym ruchem obleję nią nagie ramiona, owinę talię, oprę ją na udach, ty w tej samej chwili wyznaczysz szlak wprost na dno własnych pragnień.
Miękki materiał spływa kaskadami, opływa biodra, rozbija się falami o piersi, unosi i opada nad linią brzucha, obija o mięśnie ud. Jesteś jak łowca wypatrujący zdobyczy. Podążasz wzrokiem za każdym moim ruchem, powiększonymi źrenicami plądrujesz moje ciało, jak lotnicze reflektory przeszukujące zaalarmowane nocą niebo. Jesteś strzelcem, snajperem, składasz się do oddania strzału. Łowisz obrazy odsłaniające na ułamki sekund skrawki mojego ciała. Ramiona uniesione do góry oddają w twoje posiadanie pępek i obietnicę składanych wokół niego pocałunków, ześlizgujące się po plecach fale materiału kuszą głodne dłonie, rogi bluzki zaplątane pomiędzy uda rodzą zazdrość. Gaśniesz wpatrzona w zapinane jedną dłonią guziki. Kolejne centymetry płótna oddzielające cię od mojego nagiego ciała, wytwarzają nieziemską grawitację, przyciągają, hipnotyzują. Gaśniesz by rozsypać się wokół mnie iskrzącym od pożądliwości spojrzeniem.
Uśmiecham się odciskając na opuszkach palców aksamit podawanych mi z nieudolnie skrywanym ociąganiem szerokich, krwawoczerwonych spodni. Kolor pozbawionej tlenu krwi przelewa mi się przez palce. Opuszczam ramię i odchodzę, pozwalając by ubranie ciągnęło się za mną tą krwawą smugą znacząc granicę pomiędzy nagością, a nienaturalnością. Bo już nie jestem naga. Już nie jestem sobą. Strój wolno przeobraża mnie w kolejnego kameleona. Czy to do twoich życzeń dostosuję dzisiaj skalę moich barw? Przeobrażana pod twoje dyktando dokonuję ostatniego cięcia, lekko nachylona oblekam się aksamitem obcej krwi. Patrzysz. Już bez cienia zawstydzenia, z miną zuchwałego złodzieja okradasz mnie z resztek intymności. Przechylasz głowę by lepiej przyjrzeć się udom milimetr po milimetrze okrajanym z tamtego ich nagiego "ja". Aksamit skóry zmienia się w aksamit tkaniny. Z rozmysłem wykonuję coraz wolniejsze ruchy. Zakreślam ciałem leniwe kręgi, szkicuję siebie dojrzewającym wolno erotyzmem. Dłoń przesuwająca się w górę napiętych ud wygładza nieistniejące zagięcia, na linii koszuli i niedopiętego paska spodni koronka bielizny. Nachylam się lekko wiedząc, że w rozpięciu dekoltu raz jeszcze będziesz szukać tamtej mnie - nagiej. Zwilżone usta zbyt blisko twoich ust, oczy wlewające się w ciebie palącym spojrzeniem nie pozwalają już odwrócić ci wzroku, dłonie obiecują zbyt wiele byś ośmieliła się po nie sięgnąć.
I już tylko nagie stopy połyskują perłowym lakierem na paznokciach. Krok po kroku przenoszą mnie do innego świata. Świata barwionych sztucznie demonów. Na własne życzenie wpadłaś w moje sidła. Ubrana jestem o wiele bardziej grzeszna niż naga. Teraz już o tym nie zapomnisz.
Dzień Kobiet - troche nudnej historii
10:54, 8 marzec 2007
.. Komentowano 0 razy
.. Link
Geneza Za lasami, za górami – w mieście siedmiu wzgórz... W pierwszym tygodniu marca, w starożytnym Rzymie obchodzono Matronalia - święto związane z początkiem nowego roku, macierzyństwem oraz płodnością. W czasach nowożytnych, święto to związane jest z walką kobiet o równouprawnienie. Rozrabiać zaczęłyśmy w 1857 roku. Wtedy to robotnice pracujące w fabryce bawełny w Nowym Jorku zorganizowały strajk, domagając się krótszego dnia pracy oraz zrównania wynagrodzeń kobiet z płacami mężczyzn. Już 20 lutego 1908 roku w Stanach Zjednoczonych po raz pierwszy obchodzono Dzień Kobiet.
W Europie, za sprawą Klary Zetkin, uchwalono Międzynarodowy Dzień Kobiet na Międzynarodowym Kongresie Kobiet Socjalistek w Kopenhadze, który odbywał się w dniach 26-28 sierpnia 1910 r. I tak rok później, w Austrii, Danii, Niemczech i Szwajcarii 19 marca obchodzono ten dzień, organizując demonstracje i zebrania (dość oryginalny sposób świętowania, nieprawdaż...). Data nieprzypadkowa, gdyż nawiązuje do 1848 roku, kiedy to król Prus, Fryderyk Wilhelm, zapowiedział przeprowadzenie szeregu reform, między innymi przyznania praw wyborczych kobietom (obiecanki cacanki i król słowa nie dotrzymał).
Początki nie były jednak łatwe 8 marca 1917 roku w Piotrogrodzie rozpoczęły się krwawo tłumione, masowe strajki kobiet. Jednakże rozruchy przyniosły zmiany - abdykację cara Mikołaja II oraz powołanie Rządu Tymczasowego, który przyznał kobietom prawa wyborcze. Na pamiątkę tych właśnie wydarzeń od 1918 r. Międzynarodowy Dzień Kobiet obchodzony jest w dniu 8 marca.
A w Polsce to było tak:
W 1918 roku Polki jeszcze nie wiedziały, co oznacza dzień kobiet (choć posiadały czynne i bierne prawo wyborcze) - musiały czekać aż do końca drugiej wojny światowej. W dniu 8 marca, w okresie PRL, kobietom w zakładach pracy składano życzenia i wręczano, wraz z pojedynczym rachitycznym kwiatkiem, prezenty - rajstopy, mydło, kawę. Jednak centralne obchody Międzynarodowego Dnia Kobiet zostały zlikwidowane w 1993 r., a następnie ostatecznie zniosła je (tak tak ~ła, a nie zniósł) pani premier - Hanna Suchocka. Od 2000 roku grupa „Porozumienie Kobiet 8 Marca” organizuje w Warszawie feministyczną demonstrację zwaną Manifą.
Jak widzimy, historia dnia kobiet jest ciekawa i złożona, zmienna jak sama bohaterka dnia... Sposób świętowania zmieniał się także z biegiem lat naszego życia. Na początku, jako dzieci, rysowaliśmy w przedszkolu laurki dla mam, kupowaliśmy kwiatek z tatą… a z wiekiem dziewczynki stają się kobietami i same dostają drobne prezenty, a młodzi mężczyźni biegną do kwiaciarni i co niektórzy zapewne przypominają ojcom o tym święcie, bo - nie ma tulipana, nie ma obiadu:)
Dzień Kobiet, Dzień Kobiet... Niech każdy się dowie...
Każdy mężczyzna wie, że tego dnia należy (wypada) kupić kwiatek przedstawicielce płci pięknej – czy to mamie, babci, czy żonie, dziewczynie albo siostrze – jednym słowem KOBIECIE! Jednak z drugiej strony... Mówisz: święto kobiet. Myślisz: komunizm, PRL i goździki za pokwitowaniem. Spójrzmy może, jak to naprawdę było z tym ósmym dniem marca...
Osobiście myślę, że każda kobieta - dojrzewająca nastolatka, matka, babcia, żona, siostra zasługuje na ten jeden dzień w roku aby czuć się wyjątkowo, aby czuła, że się o Niej pamięta i docenia JEJ starania jakie poczyniła aby dom rodzinny był domem do którego chętnie się wraca.
A jeśli jakiś mężczyzna na swoją obronę ( bo zapomniał o małym geście jakim jest kwiatek) bo tak naprawdę żadna z Nas nie wymaga więcej... mówi, że dla Niego dzień kobiet jest codziennie to niech zada sobie najpierw pytanie co takiego robi dla swojej wybranki codziennie?!
Na dłuższą metę tak się nie da i dobrze panowie o tym wiecie.
To tylko kwiatek dla waszej wybranki...raz w roku...to naprawdę nic trudnego...
DLATEGO JA KOBIETA ŻYCZĘ WSZYTSTKIM PANIOM
Spełnienia wszystkich marzeń, zadowolenia z siebie, radości życiowej i aby każdy kolejny dzień był Dniem Kobiet życzę Wam .... wspaniałe, niepowtarzalne Panie!
Twoje Farby
10:53, 7 marzec 2007
.. Komentowano 0 razy
.. Link
Twoje Farby
Niebo barwią mi na czarno
Gdy nadchodzi dzień
Dałam serce swe omotać
Garścią słów, fałszywych
tchnień
Duszo czarna, duszo straszna
Co rozwieszasz śmierć na niebie
Marnieją drzewa szarzeją
Miasta
Od łez wylewanych przez
Ciebie
Co rozwieszasz śmierć na niebie
Marnieją drzewa szarzeją
Miasta
Od łez wylewanych przez
Ciebie
Pod czarnym sklepieniem
Co drży boleśnie
Ziemia jak w grobie się toczy
Brakiem szacunku
Załamane serce
Pustką zasnuwa oczy
Co drży boleśnie
Ziemia jak w grobie się toczy
Brakiem szacunku
Załamane serce
Pustką zasnuwa oczy
Maluj mi, maluj
Swe czarne pejzaże
Ja spijam je tak
Jak niegdyś z Twej
Piersi
O niczym już nie śnię
O niczym nie marzę
A kiedy nadejdzie
Nie zlęknę się
Śmierci
Swe czarne pejzaże
Ja spijam je tak
Jak niegdyś z Twej
Piersi
O niczym już nie śnię
O niczym nie marzę
A kiedy nadejdzie
Nie zlęknę się
Śmierci
15:11, 6 marzec 2007
.. Komentowano 0 razy
.. Link
Właściwie to nie mam siły ani ochoty dziś na nic. Kolejne spięcie z Moniką i standardowo z mojej winy...a wszystko dlatego, że zapytałam Ją o coś o co według Niej pytać mi nie wolno. Siedze, pije herbate i zastanawiam się o co w tym wszystkim chodzi... dochodze do wniosku, że jedyne o co wolno mi pytać to jak było w pracy i ja się czujesz. Nie wiem jak dalej żyć i co z tym wszystkim zrobić. Mam pustkę w głowie, sercu...Nie chce mi się już o tym myśleć. Za chwilę ma wpaść do mnie koleżanka...może na chwilę zapomnę o tym co mnie dusi.Naprawdę chcę żeby było wszystko dobrze ale jak za każdym razem słyszę, że to ja jestem zła, że to wszytko moja wina to odechciewa mi się walczyć o cokolwiek.
.
Miłość to wieczne cierpienie,
Lecz nie każdy je zna.
Jednemu serce się śmieje,
Drugiego boli i łka.
Lecz nie każdy je zna.
Jednemu serce się śmieje,
Drugiego boli i łka.
Witam pięknie :)))
21:39, 4 marzec 2007
.. Komentowano 0 razy
.. Link
Dziś niedziela a ja i moja połóweczka marnie sie czujemy, chyba po tej piątkowej imprezie. Cóż takie sa skutki...Poza tym dzień szybko mija ale dosyć przyjemnie u boku ukochanej kobiety, kiedy jest blisko, kiedy się czuje Jej wielka miłość. Za pare dni bedzie już rok jak jestesmy razem chociaż czasami bylo ciężko to nie żałuje niczego. Kocham Ją nad życie i mam nadzieje ze zawsze bedziemy razem..::MONIKA::.
Niedziela...
21:34, 4 marzec 2007
.. Komentowano 0 razy
.. Link
Ledwo żyje...wpadłam poinformować, że od dzisiaj będziecie również mogli poznać i "poczytać" mojego Misia. Doszłyśmy do wniosku, że Jej wkład w pisanie świetnie dopełni całości. Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Moni "połamania klawiatury" :)Jaka jesteś?
06:30, 4 marzec 2007
.. Komentowano 0 razy
.. Link
Monika imię -
Jakieś tajemnicze
Skarb w rozległej
Głębinie zrozumienia
Spoczywa spokojnie...
Tylko brylantowa
Strzała amora
Przebiła serce me
Na wskroś -
Pozostało
Tylko jedynie
Imię na świecie
Monika...
W tym jednym słowie
Jakże cudownym
Zamyka się cały
Świat...
I nie trzeba neonów
Ani lamp tysiąca
Aby blask
Twojej postaci
Dorównywał wybuchowi
Supernowej
W nieznanej galaktyce...
Tyś milionem
Z miliona -
Garstką bogactw
I może jeszcze
Nutami symfonii leśnej
Nie poznanej nikomu
Powiewem rannej woni
Kwiatów witających świt
Tyś tęczą ognistą
W dni świetliste
Moniko...
...się działo...
06:26, 3 marzec 2007
.. Komentowano 0 razy
.. Link
Oj poszalałyśmy wczoraj...Monia śpi bo czuje się fatalnie a ja leczę kaca i ból głowy. Nawet nie mam siły nic więcej pisać, ale zabawa była przednia więc nie ma czego załować :) Kac minie a wspomnienia zostaną :)
.
"Życia nie można traktować zbyt serio; staje się ono wówczas nie do zniesienia; nie można też jednak nim się tylko bawić, gdyż każda zabawa w końcu zmienia się w nudę. "
(...)
10:17, 2 marzec 2007
.. Komentowano 1 razy
.. Link
Dlaczego wszystko, co sprawia nam radość, wszystko, czemu przypisujemy urok piękna, wszystko, co odziewamy w szatę ideału, kończy się czymś brudnym, głupim, nędznym lub śmierdzącym, dlaczego nietrwałość jest cechą absolutu, a wzniosłość i triumf nie są jego finałem? Miłość kona w znudzeniu, upodleniu lub zazdrości, dobroć w spektakularnych filantropiach, książka w składzie makulatury, poezja w ocenach szkolnych belfrów, konie wyścigowe w jatkach rzeźników, demokracja w tłumie, wolność w ZOO, sława w megalomanii, wiedza w pysze, cacka na śmietniku.
.
Cały ten tylko mój, moimi oczami widziany i sercem przeżywany świat - to wspaniałe piękno, które stworzyło się samo? Czy Bóg je stworzył? Czy wymyślił człowiek? Czy szatan, żeby omamić, zauroczyć, rozkochać a potem zabrać, zgasić, kazać opuścić?
Cały ten tylko mój, moimi oczami widziany i sercem przeżywany świat - to wspaniałe piękno, które stworzyło się samo? Czy Bóg je stworzył? Czy wymyślił człowiek? Czy szatan, żeby omamić, zauroczyć, rozkochać a potem zabrać, zgasić, kazać opuścić?
Dlaczego jestem zła?
11:33, 1 marzec 2007
.. Komentowano 0 razy
.. Link
Nie moge wytrzymać już sama ze sobą i dlatego zastanawiam się jak wytrzymują ze mną inni?!
Jestem świadoma wszystkich swoich wad...zdaje sobie sprawę, że jestem poniekąd egoistką, że jestem wredna i wyrafinowana, mam dyktatorski charakter i jestem uparta jak osioł...albo nawet dwa :) jestem zawzięta, prawie nigdy nie mówie "przepraszam" i nie przyznaję się do błędów. Jestem wybuchowa i bardzo nerwowa dlatego też zdarza mi się wszczynać awantury.
I właśnie z tego miejsca chciałam przeprosić najważniejszą osobę w moim życiu - mojego Miśka (Monikę) to Ona jest ze mną na codzień i to Ona znosi wszytkie moje nastroje i humory. Wiem kochanie, że czasami już nie masz siły do mnie i najchętniej uciekłabyś jak najdalej ode mnie ale znosisz wszystko i trwasz przy mnie nadal...kochasz mnie i to daje mi siłę by żyć i ...wiesz, że nie przychodzi mi to łatwo...teraz przyznaję się do wszystkich błedów, przyznaję Ci rację...tej której wcześniej przyznać nie chciałam bo uważałam, że moja duma na tym ucierpi...i przepraszam kochanie za całe zło jakie spadło na Ciebie z mojej winy. Cóż mogę zrobić...? czasu już nie cofnę ale mogę Ci obiecać, że postaram się wiele rzeczy w sobie a zarazem w naszym życiu zmienić.
Jestem świadoma wszystkich swoich wad...zdaje sobie sprawę, że jestem poniekąd egoistką, że jestem wredna i wyrafinowana, mam dyktatorski charakter i jestem uparta jak osioł...albo nawet dwa :) jestem zawzięta, prawie nigdy nie mówie "przepraszam" i nie przyznaję się do błędów. Jestem wybuchowa i bardzo nerwowa dlatego też zdarza mi się wszczynać awantury.
I właśnie z tego miejsca chciałam przeprosić najważniejszą osobę w moim życiu - mojego Miśka (Monikę) to Ona jest ze mną na codzień i to Ona znosi wszytkie moje nastroje i humory. Wiem kochanie, że czasami już nie masz siły do mnie i najchętniej uciekłabyś jak najdalej ode mnie ale znosisz wszystko i trwasz przy mnie nadal...kochasz mnie i to daje mi siłę by żyć i ...wiesz, że nie przychodzi mi to łatwo...teraz przyznaję się do wszystkich błedów, przyznaję Ci rację...tej której wcześniej przyznać nie chciałam bo uważałam, że moja duma na tym ucierpi...i przepraszam kochanie za całe zło jakie spadło na Ciebie z mojej winy. Cóż mogę zrobić...? czasu już nie cofnę ale mogę Ci obiecać, że postaram się wiele rzeczy w sobie a zarazem w naszym życiu zmienić.
.
"Słusznie jest wybaczać winy proszącemu o przebaczenie."
Do siostry...choć i tak tego nie przeczyta...
12:41,28 luty 2007
.. Komentowano 0 razy
.. Link
Nie wiem, nie potrafie tego wytłumaczyć...Chcicałabym dla Ciebie jak najlepiej mimo tego, że Ty tak nie uważasz. Im bardziej się staram tym gorzej to wychodzi...Obie jesteśmy zawzięte aczkolwiek ja nie potrafie kłócić sie z Toba kilkanaście godzin,a nawet dni - Ty owszem.
Nie warto marnować życia i czasu, którego i tak mamy mało na nie potrzebne dąsy. Zrozum, że mamy siebie i chyba to jest najważniejsze. Widujemy się raz na pół roku, bo dzielą nas kilometry. Nie chcę Cię stracić i nie chce rozgrzebywać przeszłości.Jest rzeczą ludzką po "Siostrzanemu" nawzajem wszystko sobie wybaczać, nie pozostawiając nic innym (w tej sprawie). Chcę Ci tylko powiedzieć...i nie wiem jak się za to zabrać...
KOCHAM Cię Violu bezwarunkową miłością - miłością siostrzaną i wierze, że już wszystko będzie dobrze i nigdy obie niczego nie zepsujemy.
Nie warto marnować życia i czasu, którego i tak mamy mało na nie potrzebne dąsy. Zrozum, że mamy siebie i chyba to jest najważniejsze. Widujemy się raz na pół roku, bo dzielą nas kilometry. Nie chcę Cię stracić i nie chce rozgrzebywać przeszłości.Jest rzeczą ludzką po "Siostrzanemu" nawzajem wszystko sobie wybaczać, nie pozostawiając nic innym (w tej sprawie). Chcę Ci tylko powiedzieć...i nie wiem jak się za to zabrać...
KOCHAM Cię Violu bezwarunkową miłością - miłością siostrzaną i wierze, że już wszystko będzie dobrze i nigdy obie niczego nie zepsujemy.
.
"Dziurę w myśli trudno zatkać rzeczywistością. "
Przerwanie milczenie...
12:20,27 luty 2007
.. Komentowano 0 razy
.. Link
To ten odprysk dnia wczorajszego pod powieką pogłębia mój astygmatyzm o zakrzywioną czasoprzestrzeń,to dlatego tej nocy nie kładłam się szybko tylko dlatego aby móc przed świtem by Ci powiedzieć dobranoc... a Ty od razu: w a r i a t k a...
Miałaś już nie takie jak ja na mrugnięcie okiem, może nawet na własność a ja się przed Tobą rozbieram...z siebie, słowo po słowie, powoli, albo jak wolisz w rytm straconego czasu.
Tańczę przed lustrem a kiedy tracisz cierpliwość kończę piruetem nieporadnie łamiąc sobie pióra i wychodzi pointa albo Ty wychodzisz z trzaskiem klawiatury...
Najważniejsze, że moje samopoczucie zaczyna się stabilizować...jesteś blisko a to najlepsze lekarstwo na wszelkie zło tego świata jakie próbuje mnie wessać w ciemną odchłań z której powrotu już nie ma. Tylko przy Tobie jestem bezpieczna i taka pozbawiona wstydu...przecież ja jestem zupełnie do naga zakochana!!!
Miałaś już nie takie jak ja na mrugnięcie okiem, może nawet na własność a ja się przed Tobą rozbieram...z siebie, słowo po słowie, powoli, albo jak wolisz w rytm straconego czasu.
Tańczę przed lustrem a kiedy tracisz cierpliwość kończę piruetem nieporadnie łamiąc sobie pióra i wychodzi pointa albo Ty wychodzisz z trzaskiem klawiatury...
Najważniejsze, że moje samopoczucie zaczyna się stabilizować...jesteś blisko a to najlepsze lekarstwo na wszelkie zło tego świata jakie próbuje mnie wessać w ciemną odchłań z której powrotu już nie ma. Tylko przy Tobie jestem bezpieczna i taka pozbawiona wstydu...przecież ja jestem zupełnie do naga zakochana!!!
.
"Amantium irae amoris integratio - kłótnie kochanków umacniają ich miłość; gniewy kochanków odnową miłości."
Martwa Cisza...
12:00,26 luty 2007
.. Komentowano 0 razy
.. Link
Martwa cisza, bezwietrzny dzień. Stoję i nie czuję czasu, nie widzę dnia ... Cisza ciemna przestrzeń i łzy… To wszystko, co mnie otacza, A reszta?
Reszty już chyba nie ma, bo nawet najwspanialsza, najbardziej wybitna idea bez słów staje się martwą ciszą...moją wewnętrzą ciszą, do któej klucz mam tylko ja. Dlaczego, gdy pozbawiam moje oczy godności
kolanami haczę o krawężniki bluźnierstw, wylatuję wtedy poza kraty zdrowego rozsądku i tak właśnie ulegam rozkładowi...
Głucha martwa cisza może czasem ranić najgłębiej dlatego proszę Moniś zamień ją na słowo, szept, krzyk...cokolwiek aby przerwać piszczący ból ciszy w moich uszach, w moim sercu, w naszym życiu.
Reszty już chyba nie ma, bo nawet najwspanialsza, najbardziej wybitna idea bez słów staje się martwą ciszą...moją wewnętrzą ciszą, do któej klucz mam tylko ja. Dlaczego, gdy pozbawiam moje oczy godności
kolanami haczę o krawężniki bluźnierstw, wylatuję wtedy poza kraty zdrowego rozsądku i tak właśnie ulegam rozkładowi...
Głucha martwa cisza może czasem ranić najgłębiej dlatego proszę Moniś zamień ją na słowo, szept, krzyk...cokolwiek aby przerwać piszczący ból ciszy w moich uszach, w moim sercu, w naszym życiu.
"Cisza pożądana jest jednak nie po to, by ukrywać, lecz wyrażać na wyższym poziomie zerwania." Friedrich Nietzsch